tak strasznie możliwe, a jednak nieprawdopodobne.

2007-05-01 10:01:18

Stało się w końcu.
To co wisiało nad nami od dłuższego czasu.
To, które nie dawało mi spać.
To, które przyprawiało mnie o mdłości, kiedy tylko pomyślałam, że tak może być.
Ale przecież wiedziałam, że nie może być inaczej.
Że tak właśnie MUSIAŁO być.
To takie przewidywalne jak happy end w komediach romantycznych.
Chociaż to wcale nie jest happy end.
A może właśnie powinnam się cieszyć?
Cieszyć?
Chyba oszalałam.
Z tego, że już nigdy nie będzie mnie nic boleć dlatego, że nie mogę ogarnąć tych emocji, które się przy nim rodzą?
Nonsens.

I on cały czas będzie myślał, że jest tak samo.
Bo po co mam go wyprowadzać z błędu?
Tak jest fajnie.
Tylko brutalnie.
Bez złudzeń.
Niewygodnie.
Bez żadnej asekuracji.

I boję się, że w końcu to powiem.
Że w końcu zacznę czuć.
Że w końcu się do tego przyznam.


A przecież nikt z Was tego nie chce.
Ja z resztą też nie.

skomentuj (2)
Strona główna