I don’t have to shut myslef in this cage of me.
Och.
Jaka ona szczęśliwa.
Na mieście widać ją w czerwonym roadsterze.
Albo sportowym motocyklu.
Albo czarnym, gangsterskim mercedesie.
Słyszałeś?
Koło domu ma swój własny basen.
To najmłodsza córka Pani Doktor i Pana Doktora.
Ubrana w całkiem ładne szmatki.
Latem opalona, z błyszczącymi oczyma.
Z połamanymi paznokciami.
Wiecznie przytulana, kochana, doceniana.
Wiecznie najmłodsza, wiecznie...
Wiesz, że ona często płacze?
Po to tylko, by zaraz potem zacząć się śmiać.
Nikt nie uważa jej za egoistkę, choć tak naprawdę nią jest.
Ja ją znam.
Ja to wiem.
Och.
Ha- ha- ha.
Przecież tylu marzy o tym, żebym została w jednym miejscu dłużej niż chwilę.
Tylu marzy, żebym wydoroślała, pozbyła się tych wszystkich kapryśnych żądań.
Ale dlaczego mam to robić?
W końcu raz na jakiś czas lubię siebie samą.
Poza tym On zawsze przy mnie będzie.
Zawsze zrobi dla mnie to, o co go poproszę.
Mimo, że go ranię.
Przytuli, podwiezie, załatwi, zaczeka, pomoże, będzie, uwierzy, wysłucha, pochwali, pogłaszcze, rozśmieszy, zajmie, zorganizuje, zauważy, doceni...
Na swój cyniczny sposób pewnie jakoś go kocham.
Powinnam być taka szczęśliwa.
Powinnam śnić tylko o tym co już mam.
Ale taka już moja ludzka natura.
To mi zwyczajnie nie wystarcza.
Choć wcale nie jestem brzydka, czy głupia.
Przeciwnie.
I nawet czasem sobie o tym przypominam.
Zapominając jednocześnie.
Bo o czym tu pamiętać?
Kawałku płaskiego brzucha?
Czy wielkim pragnieniu bycia kochaną?
To tak banalne jak wschód Słońca codziennie rano, z czyjąś ręką w swojej.
"Jakoś to będzie"