changes.

2007-11-17 23:34:40

Tyle sie zmienia.
Nowy pokoj, nowe zachowania, nowy plastik w portfelu.
I On.
Chociaz od zawsze, to nowy co chwile.
Coraz wiecej osob jest dla mnie milych, a ja nie potrafie sobie z tym poradzic. Boje sie kazdego dnia. Kazdego oddechu w tym miejscu. Zaluje kazdego slowa. I gestu. Nie pasuje tam. Ani tu. Ani tym bardziej nie moge byc posrodku.
Z rodzicami tez nie tak. I z Pania O.
Dlaczego kiedys bylo tak latwo?
Dlaczego teraz zaczyna sie taka spirala?
Dlaczego nikt mnie nie ostrzegl, ze to tak nagle?

Dlaczego codziennie o godzinie X, ta straszna sila musi wyrywac mnie z Jego ramion, w ktorych jest mi cieplo, bezpiecznie i miekko?
Dlaczego, rzeczy, ktore nic dla mnie nie znacza uwaza sie za wazniejsze od tych chwil?
Dlaczego nie mozna zajac sie tym, co daje szczescie?

Dlaczego nikt nie chce pozwolic mi na to, czego najbardziej chce?

Mimo tego jak niewygodnie sie czuje na tym swiecie, w takim ukladzie, coraz wiecej, niedawno jeszcze daliekie osob, staje sie dla mnie coraz bardziej zyczliwe.

Pani P., ktora zawsze podniesie na duchu przed paskudnym sprawdzianem.
Pani S., ktora potrafi wytrzymac z kazdym moim nastrojem.
Pani M., ktora codziennie rozbawia mnie do lez i bolu brzucha.
Panie I., M. i M., ktore mnie nie oceniaja i zauwazaja tylko to, co we mnie mile.

Mimo tego caly czas jestem cyniczna intrygantka, jaka sie urodzilam.


I za moimi Pania L. i Pania M., ktore byly ze mna zawsze i nadal sa, tylko bardziej wirtualnie. I mimo to zzera mnie tsknota i zazdrosc o tych, ktorzy moga byc przy nich blisko, jak ja kiedys.

Nie chce juz rozwiazywac problemow.
Ani swoich, ani innych.
Gdyby nie to, ze naiwnie wierze, ze ta karuzela kiedys w koncu zwolni, to juz dawno strzelilabym sobie w glowe.

Ratunku.
Prosze...

skomentuj (2)
Strona g³ówna